🏐 Agnieszka Radwańska Kiedyś I Dziś
Agnieszka Radwańska – ze sportowej rodziny. Agnieszka Roma Radwańska urodziła się 6 marca 1989 r. w Krakowie w rodzinie o tradycjach sportowych. Dziadek Władysław (zm. 2013) był hokeistą i trenerem Cracovii, a ojciec Robert Radwański – tenisistą i łyżwiarzem figurowym. Młodsza siostra, Urszula Radwańska, również jest
Pierwsze lata swego życia Radwańska spędziła w Niemczech, gdzie mogła rozpocząć swą przygodę z tenisem. Tam też, wieku 6 lat, Agnieszka Radwańska wygrała dziecięcy turniej tenisowy. Wraz z rodziną wróciła do Polski w roku 1995. W Krakowie ukończyła wpierw gimnazjum, następnie liceum ogólnokształcące. To jednak rok 2003
Dominika i Vincent Clarke tworzą polsko-angielskie małżeństwo. O rodzinie zrobiło się głośno, gdy w lutym powitali na świecie pięcioraczki, na które w domu czekało już siedmioro rodzeństwa. Dzieci urodziły się w 28. tygodniu poprzez cesarskie cięcie. Noworodki otrzymały imiona: Charles Patrick, Henry James, Elizabeth May
Informacje o Agnieszka Radwańska. Menu Agnieszka Radwańska. Ostatnie wyniki Statystyki kortu Historia. Ostatnie wyniki. WTA Korea Open Tennis. W. S 1. S 2. S 3.
Serial "Na Wspólnej" gości na antenie już od wielu lat. Gabriela Jeżółkowska wcielała się w rolę Antosi jeszcze jako kilkulatka, a dziś zaskakuje dojrzałym wizerunkiem. Nie uwierzycie
Agnieszka Radwańska może mieć dostępne terminy w tym lub w nadchodzącym tygodniu. Terminy, które widzisz w kalendarzu są dostępne, ponieważ aktualizujemy go na bieżąco. Jeśli pierwszy dostępny termin Ci nie odpowiada, sprawdź następny. Rezerwacja terminu jest natychmiastowa, bez dodatkowych opłat.
Wybitna tenisistka Agnieszka Radwańska zakończyła swoją sportową karierę w 2018 roku. Obecnie 33-latka jest szczęśliwą żoną i mamą dwuletniego Jakuba. Do 2011 roku Radwańska była trenowana przez swojego ojca - Roberta Radwańskiego, który, jak sam przyznaje, dał jej "twardą szkołę".
Polsat Sport is the most popular sport TV channel in Poland. We present our mobile application when you can find sports news, exclusive video content, actual match results and also TV program of: Polsat Sport, Polsat Sport Extra, Polsat Sport News and Polsat Sport Fight. You will find you favourite football teamt: Legia Warszawa, Lech Poznań
Get the latest news, stats, videos, and more about tennis player Agnieszka Radwanska on ESPN.com. Agnieszka Radwanska. Poland; Plays: Right; Turned Pro: 2005; WTA Rank--Birth Date March 6, 1989
Agnieszka Radwańska w pierwszym odcinku "Tańca z Gwiazdami" zatańczyła ze Stefano Terrazzino. Emerytowana polska tenisistka miała na sobie bardzo prześwitującą sukienkę, która podkreśliła jej niezwykle zgrabną sylwetkę. Nawet Andrzej Grabowski był zaskoczony, że nasza 29-letnia "rakieta" jest taką drobną kobietą.
Anastasia Pavlyuchenkova karierę zawodową rozpoczęła w 2005 roku. Do dziś nigdy nie przegrała meczu wynikiem 0:6, 0:6. Co ciekawe, pierwszą zawodową przegraną odniosła z @SaKostecka (4:6, 5:7) w Pruhonicach. W finale tego turnieju Agnieszka Radwańska przegrała z Lucie Hradecką. 12 May 2023 15:26:47
Dziś do kin wchodzi świąteczny film „Uwierz w Mikołaja”. Jedną z głównych ról gra w nim Agnieszka Więdłocha. „Królowa komedii romantycznych” zdradza nam ile wspólnego ma z ciepłymi i miłymi dziewczynami z sąsiedztwa, w które zazwyczaj wciela się na ekranie.
t5oUT2. Agnieszka Radwańska to nie tylko jedna z najlepszych polskich sportsmenek, ale też jedna z najbogatszych Polek. Oficjalnie na korcie zarobiła równowartość ok. 105 mln zł, a kolejne kilkadziesiąt milionów poza nim. Grała w reklamie sieci komórkowych, producentów sprzętu AGD, a nawet pożyczek-chwilówek. Jeśli chodzi o inwestycje, to – jak sama przyznaje – preferuje nieruchomości. Jeśli Kamil Stoch jest „Lewandowskim polskich sportów zimowych”, to Agnieszka Radwańska „Lewandowskim sportów letnich”. Tyle, że w spódnicy. Wczoraj, nasza legenda ogłosiła koniec również:Święty spokój kierowcy w dobie wysokiej inflacji? Bezcenny. Jak można (spróbować) ograniczyć koszty eksploatacji samochodu? I ile to kosztuje? [NOWOCZEŚNI MOBILNI]Jest plan na wakacje za granicą? Jest też problem: wysokie ceny i słaby złoty. Dwa sposoby, by nie dać się złapać w sidła kursowe [MOŻNA SPRYTNIEJ]Cyberbezpieczeństwo w bankach: technologie przyszłości. Jak zmieni się świat bankowości? [BANK NOWOŚCI]„Po 13 latach zawodowego grania, kończę swoją przygodę z zawodowym tenisem. Nie jest mi z tym łatwo. Niestety nie mogłam już trenować jak dawniej, a organizm i tak coraz częściej odmawiał posłuszeństwa. Odkładam rakietę”A trzeba przyznać, że sporo się nią w życiu namachała. W sumie wygrała aż 20 turniejów WTA, a w 2012 r. awansowała do finału Wimbledonu, gdzie nie dała rady pokonać Sereny Williams. W 2016 r. była nawet na drugim miejscu rankingu WTA. Nie wygrała nigdy turnieju wielokszlemowego i nie zdobyła choćby na jeden tydzień „numeru jeden” w światowym rankingu. Ale „dwójka” to przecież też duża jest bardzo popularna wśród kibiców, którzy sześciokrotnie wybierali na swoją ulubioną zawodniczkę – to doroczny plebiscyt WTA – oddzielnie głosują dziennikarze, same zawodniczki i właśnie kibice. A wiadomo, że nagroda publiczności smakuje to wielkie pieniądze. Na przykład Simona Halep zwyciężczyni tegorocznego turnieju Rolanda Garrosa dostała euro. To tyle ile wynosi cała pula wygranych w morderczym wyścigu Tour de France – tegoroczny zwycięzca Geraint Thomas dostanie „skromne” euro. Nasza krakowska tenisistka jest bezsprzecznie w światowej, finansowej też: Sport i pieniądze: ile zarabiają najsłynniejsi sportowcy? Lewandowski, Radwańska, Stoch…Czytaj też: Polscy siatkarze znów to zrobili! Są mistrzami świata! Jak to odbije się na ich portfelach? Ile zarabiają najlepsi siatkarze? I co na to Lewy?Ile Agnieszka Radwańska zarobiła na kortach?W 2006 roku zadebiutowała w cyklu rozgrywek WTA Tour – doszła do ćwierćfinału warszawskiego turnieju J&S Cup, gdzie przegrała z Jelenę Demenitiew. To właśnie ten rok był pierwszym, w którym na jej konto (a możliwe, że na konto jej ojca, bo miała dopiero 17 lat) trafiły pierwsze duże pieniądze: zł. Potem rozsypał się worek z (stan na 12 listopada) WTA podaje, że Radwańska dzięki wygranym na światowych kortach zarobiła 27,6 mln dol. czyli 105 mln samym plasuje się w pierwszej dziesiątce najlepiej zarabiających tenisistek na świecie (jest na siódmym miejscu). Na czele są siostry Williams: Serena 88,3 mln dol. i Venus 40,9 mln dol. Radwańska w przeszłości była już na piątym miejscu, ale wyprzedziły ją Karolina Woźniacka i Simona też: Piłkarze Legii wyrzucili w błoto 30 mln zł. Kosztowna klęska w LuksemburguCzytaj też: Ile zarabiają najlepsi piłkarze świata? Kilku ma po 2,5 mln zł dziennie, a kilkunastu – po milionie tygodniowoIle Agnieszka Radwańska zarabia na reklamach?Ile Agnieszka Radwańska mogła zarobić na kontraktach reklamowych? To tradycyjnie tajemnica marketingowa, dlatego zdajemy się na szacunki – a te ostrożne mówią o ok. 40-50 mln zł zarobionych na kontraktach przez cały okres kariery. Czyli w sumie jej majątek to ok. zł!zdjęcie: to by oznaczało, że Radwańska powinna być znacznie wyżej niż ocenił ją w tym roku tygodnik „Wprost” – na liście najbogatszych Polek znalazła się z majątkiem 102 mln zł. To poważne niedoszacowanie, nie uwzględniające w pełni zarobków na kortach, ale też kontraktach – gdyby założyć, że jej majątek to 150 mln zł Radwańska powinna przeskoczyć o 7 oczek do góry i wyprzedzić Ewę Chodakowską (130 mln zł).Gdyby pani Agnieszka nie zainwestowała tych pieniędzy, tylko trzymała je w przydomowym skarbczyku, to – zakładając, że przy zdrowym trybie życia, który prowadziła jako sportsmenka – jeszcze przed nią 60 lat życia, to miesięcznie mogłaby wypłacać sobie „drobne” zł. Ale oczywiście pani Agnieszka większość pieniędzy ulokowała, więc nie ma ich przy sobie, za to będzie miała zyski z też: Kamil Stoch wleciał do historii! Ile zarabia na skoczniach (i poza nimi) „zimowy Lewandowski”? Liczę!Czytaj też: Najlepiej zarabiający sportowcy świata wg „Forbesa”Twarzami jakich marek była przez ostanie lata Radwańska? Między innymi Lotto (włoska firma odzieżowa)Lexus (samochody) Play (sieć komórkowa)Amica (sprzęt AGD)Dayla (sieć drogerii)Workday (firma informatycznaRado (szwajcarskie zegarki)Inglot (polska marka kosmetyków)Profbud (warszawski deweloper)Lilou (producent biżuterii)Lotos (koncern paliwowy)Vanquis Bank (pożyczki)Ten ostatni, czyli Vanquis Bank znany był z głośnej kampanii „Ile Ci brakuje do szczęścia? Z pożyczką Vanquis Bank wracasz do gry”, której twarzą była Radwańska. Firma zaproponowała Polakom pożyczki odnawialne i karty kredytowe, ale mimo zaangażowania tak głośnego, tenisowego nazwiska Vanquis Bank nie zagrzał długo miejsca nad Wisłą i w 2014 r. zwinął też: Czy sukcesy sportowe łączą się z gospodarczymi? Porównujemy medale i PKB. Zaskakujące?Czytaj też: Co można by mieć zamiast Neymara? Największą prywatną wyspę świata, albo 20 lat w… raju. Po prostu w rajuOferta i apartamenty AGADuże pieniądze, to duże zmartwienia – banki gwarantują depozyty do wysokości euro, więc żeby mieć pewność, że fortuna jest bezpieczna Radwańska musiałaby poutykać pieniądze w ponad 1500 bankach! Nie wiemy jednak jak Radwańska inwestuje swoje oszczędności – z jednym wyjątkiem – nieruchomości. Krakowianka kupiła apartamenty w Miami, Zakopanem i w Sopocie, a ma również mieszkania w Krakowie i Warszawie. Czytaj też: Najlepszy piłkarz świata, Cristiano Ronaldo, wreszcie zasłużył na podwyżkę. I to jaką! Ile będzie zarabiał? I kto go zakasuje?Czytaj też: Adam Nawałka, najbardziej znany trener w Polsce, odchodzi. Ale nie z pustymi rękami. Jako multimilioner!Na niektórych już zarabia. W tym roku do oferty portalu rezerwacyjnego dołączyły apartamenty AGA Tenis Apartments by Radwańska w Krakowie. To 10 apartamentów, a każdy – ma wystrój przypominający miasto, w którym Agnieszka Radwańska wygrała jakiś turniej. Ceny nie są wygórowane – mniej więcej 450-550 zł za „dwójkę” ze śniadaniem. Właścicielka tak zachęca gości do odwiedzin:„Pełne osobistych pamiątek i oryginalnych gadżetów sportowych, luksusowe apartamenty są kompletnie wyposażone we wszystko co jest niezbędne dla Państwa wygody. Słoneczne Sydney i Miami, gorący Dubai, tajemniczy Istambul czy też fascynujące Wimbledon, Singapur i Tokio, to za każdym razem odpoczynek lub odkrywanie Krakowa w nowej odsłonie”Gdyby apartamenty (10 sztuk) miały obłożenie tylko na poziomie 75%, to po odliczeniu kosztów dawałyby rocznie milion złotych czystego zysku. Porządna, sportowa emerytura. A przecież te apartamenty to tylko część „inwestycyjnego” majątku naszej najlepszej jest spełniona nie tylko sportowo i finansowo, ale też pod względem filantropii. Wraz z młodszą siostrą Urszulą namawiają do przekazywania 1% podatku na fundację im. Brata Alberta, która pomaga osobom niepełnosprawnym: prowadzi domy stałego i dziennego pobytu, warsztaty terapii zajęciowej, czy przedszkola integracyjne. Oprócz tego bierze udział w Szlachetnej w tym roku przekazała swoją suknię ślubną na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Jedwabna kreacja, której projektantką jest Agnieszka Maciejak poszła za 4650 zł. Czytaj też: Klęska polskich piłkarzy na Mundialu przyniosła krach na tym rynku. Kto wykorzysta ten moment – tanio się obkupi!ilustracja tytułowa:
Piotr Chłystek, Bartosz Gębicz: Kiedyś noce zarywaliśmy dla Agnieszki Radwańskiej, teraz to pani musiała zarywać je dla koleżanek i kolegów. Udało się obejrzeć choć kawałek Australian Open? Agnieszka Radwańska (najlepsza polska tenisistka w historii): Oczywiście. Godziny rzeczywiście są paskudne i strasznie niewygodne, w naszej strefie czasowej to chyba najtrudniejszy do obserwacji turniej w sezonie, ale ze wszystkim co najważniejsze zawsze byłam na bieżąco. Dałam radę! Do godziny drugiej czy nawet czasami trochę dłużej wytrzymywałam przed snem, potem rano szybko nadrabiałam zaległości. Zdziwił panią finał Muguruza – Kenin? Przed turniejem chyba nikt by takiego nie wymyślił... To prawda, ja też. Choć po Garbine od początku widziałam, że może tu dużo osiągnąć. Może nie powiedziałabym, że aż finał, ale na pewno fajny wynik. U niej wszystko rozgrywa się w głowie. Potrafi zniknąć na kilka miesięcy, a potem wygrać Wielkiego Szlema. Jeśli chodzi o tenis – forhend, bekhend, serwis – każde uderzenie ma na najwyższym poziomie. Czasami tylko psychika szwankuje. Widocznie dobrze przepracowała off-season, od pierwszej rundy wyglądała na skoncentrowaną i kliknęło. A czy ma numerek przy nazwisku, czy nie, to już bez znaczenia. Zawsze może grać jak jedynka. A młoda Amerykanka? Jestem trochę zdziwiona, że taka dziewczyna wygrała turniej. Owszem – bardzo duży potencjał, świetny, szybki tenis, ale na pewno niespodzianka. Ashleigh Barty z nią przegrała, bo walczyła u siebie. Miała setbole, ale presja się wtedy podwaja czy nawet potraja. Właśnie dlatego, że grała w domu, wynik był taki, a nie inny. W każdym innym miejscu na świecie Australijka by moim zdaniem zwyciężyła. Ściany nie pomagają? Nie. W Melbourne wręcz przeszkadzają. Wystarczy przypomnieć, że Australijczycy na swoją tenisistkę w półfinale czekali aż 36 lat. Pamiętam najlepsze czasy Samanthy Stosur. Ona notorycznie przegrywała tu w pierwszych rundach, a chwilę później potrafiła dojść do półfinału czy finału innego turnieju. Jakaś klątwa w połączeniu z presją. I tak było latami. Gospodarze przyjęli porażkę Barty z niedosytem, my cieszyliśmy się z sukcesów Igi Świątek. Powtórzyła pani scenariusz z 2011 roku. Pojechała na drugi koniec świata prosto na szlema. I zaszła daleko. Ona do czwartej rundy, pani wówczas do 1/4 finału. Pamiętam tamten sezon. Miałam wracać w kwietniu, a zaraz po zabiegu poleciałam do Melbourne. W ćwierćfinale minimalnie przegrałam z Kim Clijsters. Do tego dotarłam do trzeciej rundy w deblu, traktuję to dziś jako kuriozum. Chwilę wcześniej chodziłam o kulach. Gdy wyjeżdżałam z Polski, w ogóle nie mogłam biegać. Odbijałam w Krakowie najpierw na krześle, a potem w miejscu na stojąco. O tej wyprawie zdecydowała chora ambicja. Chora? Tak, bo z jednej strony nie odpuszczamy, słyszymy dookoła, że jesteśmy dzielni i tak dalej. Ale z drugiej to się później odbija czkawką. Mądry Polak po szkodzie. Do tej pory przez tamten powrót mam spuchniętą nogę. Opuchlizna nie zeszła, bo za szybko wróciłam na kort. Takie sprawy się odkładają. I to nie przez kilka miesięcy, a czasami już na zawsze. Mając 30 lat, na pewno bym tak nie postąpiła. Na pewno? W wieku 20 lat jest się inną dziewczyną. Kimś z zupełnie różną fantazją. Myśli się w kategoriach tu i teraz, a nie o tym, co na koniec sezonu, za rok czy w życiu po karierze. Te 10 lat robi ogromną różnicę. W sporcie zawodowym 20 i 30 lat to jak w normalnym życiu 20 i 50. Zupełnie inne zachowania, odpowiedzialność, wrażliwość, mentalność. Teraz byłaby pani ostrożniejsza? Bez wątpienia. Z łokciem męczyłam się kiedyś przez pół roku. Pamiątki zostały, blizny już nigdy nie zejdą. Od takich spraw często zaczyna się kaskada i wszystko się sypie. Ale wróćmy do Igi... Poradziła sobie fantastycznie! Nie grała przez cztery miesiące, a w ogóle nie zgubiła rytmu meczowego. Ma rzeczy do wytrenowania, które na pewno mogą być u niej jeszcze lepsze, ale najważniejsze, że od razu płynnie weszła w grę o punkty. Na sparingu zawsze może być fajnie, jednak później turniej wszystko weryfikuje. W pokoleniu Igi wraca się łatwiej? Każda generacja czymś się różni od poprzedniej. Dziś dziewczyny potrafią wyskoczyć bardzo szybko, inaczej niż kiedyś. Jak to mówią – z niczego. Wtedy było więcej stopniowania, starego porządku, stabilizacji. Teraz poziom się tak wyrównał, że zawodniczka ze 150. miejsca także potrafi zagrać jak liderka rankingu. Może nie tak często, może na krótszych odcinkach, ale też. Dziesięć lat temu mieliśmy na kortach mniej wahań. Kiedyś nie było czegoś takiego jak dziś, że dziewczyna wychodzi z szatni i potrafi zagrać same winnery, a następnego dnia wstaje lewą nogą i jest innym człowiekiem. Jak Anett Kontaveit. Genialnie z Bencic, równo ze Świątek i fatalnie z Halep. Mniej więcej o to chodzi. Czy to oznacza, że dziś tenisistki średnio są słabsze niż kiedyś? Nie, tego nie powiem. Po prostu wszystko poszło w fizyczność, w „power”. Zawodniczki, wyglądają jak atletki. Ale coś za coś. Nie potrafią utrzymać równego poziomu i nie mówię tylko o turnieju, a o sezonie. Trzeba mieć szczęście, by te dobre spotkania złożyły się w całość gwarantującą duży wynik. To zdarza się coraz rzadziej. Do końca nie da się tego przewidzieć, nawet kiedy jest się przygotowanym. Ale nadal jest też grupa tenisistek bardziej technicznych: Angie Kerber, Barty, Bencic. One wszystkie prezentują urozmaicony styl. Są przyspieszenia, zwolnienia, kombinacje. Wtedy więcej się dzieje. Gorzej dla tenisa, gdy wychodzi ktoś taki jak Keys. Wystrzeli trzy asy w gemie, ale z nią jest nudniej. Tak jak u mężczyzn – inaczej ogląda się Djokovicia z Federerem niż Isnera z Querreyem. W 2011 roku Agnieszka Radwańska dotarła w Melbourne do ćwierćfinału, w którym uległa Kim Clijsters. Gdy wylatywała z kraju do Australii, po operacji nie miała za sobą ani jednego normalnego treningu. Czyli pani nie przepada za Isnerem? Piłki i nawierzchnie zwalniają. Organizatorzy robią wszystko, by na korcie maksymalnie dużo się działo. To chyba naturalne, w którą stronę idziemy. John może być jeden. Gdyby Isnerów było piętnastu, mielibyśmy duży kłopot. Tenis przestałby być oglądany. Ma pani rację. Teraz jednak temat równie ciekawy – psychologowie w tenisie. Kiedyś mówiono, że taka współpraca oznacza pokazywanie słabości. Tak wspominał nawet sam Federer. Świat tenisa w porównaniu z poprzednią dekadą poszedł strasznie do przodu. We wszystkim. To co dziś i wtedy, gdy zaczynałam, to niebo i ziemia. Zawodowcy są z roku na rok coraz bardziej świadomi, jeśli chodzi o przygotowanie poza kortem, sferę motoryczną, pracę dookoła tenisa. Weźmy dietę. Kiedyś jadło się wszystko, co było dobre i pod ręką, teraz przyjeżdża się na turnieje z własnymi kucharzami. Każdy detal ma znaczenie, bo one w czołówce robią różnicę? Tak. O wynikach decydują już nie gemy, a pojedyncze piłki, wystarczy spojrzeć na kobiece półfinały Australian Open. I dlatego również ze sfery mentalnej wyciska się maksimum. Żeby nie panikować, żeby kontrolować emocje w najważniejszych momentach meczu, w końcu mózg to nasze centrum dowodzenia i trzeba umieć nim sterować. Aspekt mentalny jest tak samo ważny jak techniczny, taktyczny czy motoryczny. Pani zbudowała mocny team w drugiej części kariery. Czy coś mogła zrobić szybciej, wcześniej, lepiej? I pytanie, które wiąże się z tym know-how – czy sukcesy Agnieszki Radwańskiej zostały w Polsce należycie wykorzystane? No cóż, jeśli chodzi o mnie, gdyby była ta wiedza co teraz, na pewno podejmowałabym często inne decyzje. Ale tak jak wspomniałam – żyjemy dziś w zupełnie innych realiach. W innych domach, samochodach, na innych ulicach. I sport też jest inny. Co do tego, czy polski tenis skorzystał, to raczej nie do końca pytanie do mnie. Chyba można coś było inaczej rozegrać, aczkolwiek trzeba pamiętać, że ja byłam pierwsza. Wcześniej nikt nie miał pojęcia, że można dostać się na szczyt. To było coś niedostępnego. Jakieś Himalaje! I może dlatego nikt nie wiedział, jak to spożytkować. Patrzymy i nie widzimy obecnie wysypu pasjonatów, którzy walą na korty drzwiami i oknami. Nie mamy turnieju z prawdziwego zdarzenia. W tourze mocno widać nowe polskie nazwiska, takie jak Świątek, Magda Linette czy Hubert Hurkacz, ale to nie jest efekt dobrego modelu szkolenia. W 40-milionowym kraju nie ma centrum tenisowego, a powinno być. System nie funkcjonuje, choć oczywiście jest lepiej niż było dawniej i mam nadzieję, że sytuacja nadal będzie się poprawiać. Fajnie, że po mnie jednak ktoś się pojawił. Są Iga, Magda, która – nie zapominajmy – wygrała turniej w zeszłym roku, i jest też Hubert, o którym jeszcze nie mówiliśmy. To co pani o nim powie? Zaskoczył mnie tym, jakie poczynił postępy. Myślę, że przez wiele lat będziemy mieli zawodnika z czołówki. To też taki typ gracza, który utrzyma poziom i długo będzie godnie reprezentował nasz kraj. Chyba jeszcze nie poznałam w swoim życiu chłopaka, który w tak młodym wieku (w lutym skończy 23 lata – przyp. red.) byłby tak zmotywowany oraz świadomy tego, co robi na korcie i poza nim. Nie ma w głowie głupot, co zdarzało się przedstawicielom mojego pokolenia, w którym niektórych interesowało wszystko, tylko nie tenis. Hubert jest jednak zdeterminowany. To taki młody Kubot. Zawsze mówiłam, że Łukasz jest wzorem do naśladowania. Niesamowity profesjonalista. Hurkacz zresztą też. Szacunek. Bardzo w niego wierzę. Ma wielkie możliwości. Naprawdę w pani pokoleniu były dawniej takie problemy? Kiedy widziało się, jak obok postępuje 20- czy 22-latek, to człowiek nie dowierzał. Jak oni mogli coś osiągnąć, skoro w głowie była sieczka? Jeszcze nie daj Boże któryś coś zarobił w jednym turnieju, to za chwilę już go nie było. To smutne, ale niestety, prawdziwe. Wiele talentów przepadło. Pewnie teraz biją się w pierś. Nie twierdzę, że mieli potencjał na Top 10, ale spokojnie mogli balansować między pierwszą a drugą setką, brać udział w eliminacjach imprez wielkoszlemowych. Było ich na to stać, lecz zabrakło w ich otoczeniu odpowiednio reagujących osób, mogących w odpowiednim momencie doradzić. W pani przypadku ojciec, który był trenerem, zawsze trzymał rękę na pulsie. Bardzo nas pilnował. Szybko wskoczyłam do touru, ale byłam skoncentrowana tylko na tenisie. Poza tym nawet gdyby w mojej głowie zaczynały się rodzić jakieś dziwne pomysły, to błyskawicznie zostałyby z niej przez tatę wybite. Z Ulą zawsze chciałyśmy być jeszcze lepsze, dlatego zależało nam, by żaden trening nie przepadł. Nawet o 22 potrafiłyśmy pójść z własnej woli na siłownię. W ten sposób nadrabiałyśmy choćby stracone zajęcia z powodu odwołanego lotu. Łukasz, Iga, Hubert, Magda – wszyscy też myślą w ten sposób i dlatego mają wyniki. W Melbourne Kubot i Świątek dotarli do ćwierćfinału miksta. Wygrali dwa mecze, w Tokio byliby już w strefie medalowej. Czy mają szansę na podium olimpijskie? Na pewno tak. Tabelka jest tam mniejsza, a więc automatycznie szansa się zwiększa. Choć mikst rządzi się swoimi prawami, pojawi się też sporo groźnych par w wyniku połączenia bardzo dobrych singlistów. Tam w ogóle nie ma faworytów. Ciężko cokolwiek przewidzieć, bo tu każdemu, nawet najlepszemu teamowi, jedna czy dwie piłki uciekną i po meczu. Poza tym dysproporcja między mężczyzną i kobietą jest w tej konkurencji ogromna. Pani razem z Jerzym Janowiczem pokonała w mikście Johna Isnera i Serenę Williams. W finale Pucharu Hopmana, w decydującym meczu. A więc da się wygrywać ze wszystkimi, bo mocniejszego duetu niż Amerykanie chyba nie można już sobie wyobrazić... Tak, doskonale pamiętam ten mecz. Wydawało się, że taki team jest nie do ogrania. To też była walka o tytuł i o stawkę. Może nie o medal, ale jednak turniej w Perth traktowano jako nieoficjalne mistrzostwa świata drużyn mieszanych, więc czułam ogromną satysfakcję. W tej konkurencji większa odpowiedzialność teoretycznie spoczywa na mężczyźnie. On nie może sobie pozwolić na błąd, kobieta jest w innej sytuacji. Ale od niej też mnóstwo zależy, bo faceci są mniej więcej na jednym poziomie, a dziewczyny gonią. Gonią w tym sensie, która ze swoim tenisem lepiej się w tym bombardowaniu odnajdzie. Foto: AFP Isia i Jerzy Janowicz wygrali właśnie mikst z USA (Serena Williams, John Isner) i cały Puchar Hopmana. Tour się zmienia, odchodzi wiele tenisistek z pani pokolenia. Niektóre, jak blisko 40-letnia Venus Williams, czasami także „przez” miksta. Inne, jak pani przyjaciółka Caroline Wozniacki, na innym etapie. W dokładnie takim wieku jak pani, tuż przed trzydziestką. Zaskoczenie? No nie. Wiedziałam trochę wcześniej, że ten moment nadchodzi, znamy się z Caro i jej rodzicami tak długo... Wiem, jak trudno było jej w pewnych sytuacjach z chorobą (reumatoidalne zapalenie stawów – przyp. red.). Do tego Karolina lubi aktywne życie poza kortem. Dobrze się tam odnajduje. Jest wiele dziewczyn, które tego w ogóle nie mają. Później grają, ciułają, poziom spada, a one ciągle są. Poza tenisem nie mają nic i to jest smutne. I dlatego widuje się na przykład zwyciężczynie turniejów wielkoszlemowych, które grają dziś w eliminacjach... Na przykład wspomniana Stosur. No tak... Niektóre dziewczyny psychicznie by tego nie zniosły. Schodzimy z dawnego pułapu i musimy nagle wrócić do miejsca sprzed kilkunastu lat. Oczywiście nie zawsze tak jest – czasami po prostu tak kocha się rywalizację, tak lubi się ciężko pracować, tak dobrze czuje się w tourze i w podróży przez 300 dni w roku, że to wchodzi w krew i zamienia się w pasję. I takie zawodniczki walczą. Ale jednak wiele mówi pas. Pani, Wozniacki, niedawno Dominika Cibulkova, kilka dni temu Jekatierina Makarowa. I wiele, wiele innych. Choćby Jelena Janković. Dziewczyna, której nie ma już od ponad dwóch lat. Ani widu, ani słychu. Zniknęła bez słowa, a przecież była numerem 1. Nikt jej nie pożegnał. Żeby mógł, musiałaby najpierw poinformować, że się wycofuje. Ivanović też nie była weteranką, gdy kończyła. Wiele Rosjanek – kiedyś choćby Dinara Safina – również. Granica około trzydziestu lat w wielu przypadkach jest bardzo ważna. Tenisistek, z którymi rozegrałam w karierze 80 procent meczów na turniejach, już w tourze nie ma. Kto odejdzie w najbliższej przyszłości? Maria Szarapowa, Wiktoria Azarenka, Angelique Kerber? Szarapowa jest już chyba bliska tej decyzji. Widać, że sobie nie radzi. Młodzież wchodzi, ona przegrywa pierwsze czy drugie mecze praktycznie wszędzie. Gwiazdy z jej osiągnięciami, co by nie mówić o tym wszystkim, co za nią, na pewno takie rezultaty nie satysfakcjonują. Po zawieszeniu za doping minęło już tyle czasu, a ranking nie chce się zbliżyć do tego, który miała. No i PESEL już też nie taki, jak dawniej. U innych też. Kiedyś Azarenka miała problemy z presją. Schodziła, kreczowała, odwoływała się, podejmowała różne dziwne decyzje. Teraz, kiedy wydawałoby się, że teoretycznie nic nie musi, że po urodzeniu dziecka to już tylko na luzie, jest tak zmotywowana, tak bardzo chce, że nic nie wychodzi. Ale myślę, że ona jeszcze trochę popróbuje. Foto: Przegląd Sportowy A Kerber, pani druga obok Karoliny przyjaciółka, będzie grała do końca świata i o jeden dzień dłużej? Ojej, z Angie to jest tak fajnie, że zawsze co innego mówi, a później co innego robi (śmiech)... Za dwa dni zmienia zdanie o sto osiemdziesiąt stopni. Tak więc w jej przypadku absolutnie nic mnie nie zdziwi. Na pewno to jednak dziewczyna, która ma zdrowie, werwę, świetne przygotowanie fizyczne. No i cały czas jeszcze wysokie, dobre miejsce na liście WTA. Przecież gdyby lepiej zagrała jesień w Azji, jeszcze ocierałaby się o Masters. Myślę, że ostatecznie ona będzie grać bardzo długo. Dla mnie to dobrze, bo gdy rywalizują dziewczyny, które znam i cenię, oglądam po prostu więcej tenisa, cały czas wystukuję coś w telefonie, wymieniam się ploteczkami i tak dalej. Za dziesięć lat moje zainteresowanie tourem na pewno spadnie. Może nie do zera, ale jednak będę odbierać go inaczej. Na innych falach. Młodsza siostra Urszula dalej walczy na korcie. Właśnie wróciła do szlema, na razie do eliminacji. Ma szansę na powrót do Top 100? Oczywiście. Wiadomo, że też jest jej ciężko, ale ma taką ambicję i samozaparcie, że mogłaby nimi spokojnie obdzielić cztery osoby. Za to wielki szacunek, bo cały dzień zasuwa i jest pierwsza do pracy. No ale też nie jest w stanie niektórych rzeczy przeskoczyć. Nie osiągnęła takiej pozycji, o jakiej by marzyła, jednak przez dwa-trzy lata na pewno jeszcze powalczy. Ula nie grała non stop, miała operacje, choroby i wielomiesięczne przerwy. Teraz najważniejsze, że chce. Że nie robi tego wbrew sobie. Bardzo lubi, to chyba rodzinne, walczyć na Dalekim Wschodzie. Często tam lata. Pani wygrywała w tym rejonie wiele turniejów: dwa razy prestiżowy Pekin, Tiencin, Shenzhen. Jest pani ekspertką od Chin... I od wirusów też (śmiech)... Ekspertką zresztą szerzej od Azji, bo wygrała tu przecież Masters w Singapurze, dwa razy Tokio, a także seul. Koronawirus to z pani punktu widzenia zagrożenie? Ogromne. W tamtej części świata nie ma przed tym żadnej obrony. Organizm sportowca jest zawsze przemęczony i podatny na infekcje. My zawsze idziemy na pierwszy ogień. Zawsze latałam do Chin czy do Japonii z duszą na ramieniu. Łapałam tam najgorsze paskudztwa, a chłopaki – Tomek Wiktorowski czy Dawid Celt – jakoś sobie radzili i byli zdrowi. Tenisiści podróżują w tym kierunku na koniec rozgrywek, gdzie odporność bardzo spada. Żadna maseczka nie pomoże, choć ja oczywiście zawsze z nią latałam. Najgorsze są lotniska. W samolocie nie ma wentylacji, wszystko się kisi, po nich często byłam chora. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie wiadomo, kiedy wirus się uaktywni. Każdy, nie tylko ten typu korona. Czy za kilka godzin, czy po czterech dniach. W Tokio raz się w ogóle wycofałam, w Korei miałam tzw. półdniówkę, która rozwijała się przez cztery dni. Dopadła mnie tuż przed finałem z Pawluczenkową. Myślałam, że nie wyjdę z szatni. Nie było ze mną kontaktu, ale finał wygrałam. Foto: AFP Agnieszka Radwańska z trofeum za zwycięstwo w turnieju Masters w 2015 roku. Czy teraz epidemia się rozwinie? Trudno przewidzieć. Tam jest tyle zagrożeń, że aż strach o nich myśleć. Wiadomo, jak to z tymi paskudztwami bywa. Wodą nie myje się zębów, ale wystarczy kropelka w łazience i też się można załatwić. Tu już mówię szerzej, o różnych innych chorobach. Nawet w bardzo dobrym, luksusowym, czystym hotelu. To w Azji może dopaść wszędzie. W epicentrum zła znajduje się Wuhan. Tam rozszalał się ten koronawirus. Wielki wrześniowy turniej WTA znalazł się w niebezpieczeństwie? Mam nadzieję, że do tego czasu po zarazkach nie będzie już ani śladu. Ale tego nie przewidzimy. Na razie Chińczycy budują szpitale, odcinają się kordonem, samoloty przestają latać. Ja bym na pewno nie działała na zasadzie, że jakoś się uda i jakoś to będzie. Byłabym bardzo ostrożna. Teraz pani organizm jest na pewno silniejszy. Zniknęły te ekstremalne pod różnym względem obciążenia. Nie żyję już tak na walizkach. Podróżowanie zaczęło mi sprawiać przyjemność, jestem coraz bardziej turystką niż zawodniczką. Nie mam przy sobie 10 rakiet i nie muszę się denerwować, że samolot się spóźni, a ja mam zaraz wyjść na kort. Teraz nawet jeśli bagaż gdzieś nie doleci, jakie to ma znaczenie? Żadnego. Mogę pójść pieszo na dziesięciokilometrową wycieczkę po mieście, a kiedyś po treningu kładłam się w pokoju, bo zaraz mecz. Czerpię z tych nowych możliwości przyjemność. Oczywiście, jeśli jako „emerytka” jestem na wyjeździe, to najpierw idę zwykle na korty. Takie zboczenie zawodowe. Ale i tak odnoszę wrażenie, że przez ostatni rok widziałam poza klubami więcej niż wcześniej przez piętnaście lat. Cieszę się, że mogę wreszcie coś przeżyć bez termobagu na plecach. Pani tryb życia się zmienił? Tak. Teraz sama mogę sobie organizować dzień. Nie znam swojego ramowego kalendarza na dwanaście miesięcy do przodu. Mogę robić różne rzeczy i działać spontanicznie. Pojechać na majówkę, urządzić własne urodziny. Nie muszę spędzać świąt z paszportem w ręku, bo zazwyczaj drugiego dnia był już wylot do Australii. To są takie przyziemne sprawy, które teraz się bardzo docenia. To jest normalne życie, które mnie niezwykle cieszy po latach pracy w zupełnie innym trybie. Od wczesnego dzieciństwa, od momentu, gdy tenis stał się priorytetem. Te ograniczenia bolały, przeszkadzały, denerwowały? Nie mogłam robić wielu rzeczy, ale skłamałabym, gdybym powiedziała, że z tego powodu płakałam. Płakałabym wówczas, gdybym wtedy złamała sobie palec. Teraz mogę wreszcie pojechać w góry, na narty, sprawdzić się w „Tańcu z gwiazdami”. W nim na pewno nie odpoczywałam, wszystko działo się bardzo intensywnie. Stopa, która sprawiała tyle problemów na korcie, na parkiecie wytrzymała? Oj, tam też było dużo zastrzyków... To są inne mięśnie, ale swoje też dostały. Fizjoterapeuta był przy mnie co drugi dzień, z taką częstotliwością robiono mi też igłowanie. W tańcu wszystko, i to też uznaję za śmieszne, było odwrotnością i przeciwieństwem tenisa. Postawy – ja zgarbiona, a tu z konieczności wyprostowana. Nogi normalnie proste, tu zgięte. Wszystko inaczej. Walka z sobą i z nawykami, które miałam przez 25 lat. Dla mnie to było nowe, fascynujące doświadczenie. Pod każdym względem. Była pani wymieniana w gronie kandydatek na ministra sportu. Jak się poczuła, gdy ta informacja ujrzała światło dzienne? Umieścił ją na Twitterze jeden z polityków. Trochę mnie rozbawiła, bo w ogóle nie było takich rozmów i takiego tematu. Zrodził się w internecie, a jak wiadomo w sieci nic nie ginie. Takie informacje żyją własnym życiem i ta też poszła dalej. A była klasyczną plotką. A gdyby taka propozycja rzeczywiście się pojawiła? Czy Agnieszka Radwańska mogłaby ją przyjąć? To zupełnie inna rola niż wszystko, co robiłam przez całe życie. Do tego trzeba być bardzo dobrze przygotowanym merytorycznie, trzeba się poświęcić i naprawdę mieć szerokie spojrzenie na różne tematy. Ja chyba nie do końca widzę się za biurkiem, przynajmniej jeszcze nie w tym momencie. Choć wiem, że w tenisie i w życiu nigdy nie mówi się nigdy, byłby to skok na bardzo głęboką wodę. Teraz tego zadania na pewno bym się nie podjęła. Mimo że zebrała już pani sporo doświadczeń, prowadząc choćby własny biznes? Minister to niezwykle odpowiedzialne stanowisko. Nie takie na zasadzie, że pójdę, bo będzie fajnie. Przynajmniej nie z mojego punktu widzenia. Trzeba się znać nie na jednym sporcie, ale mieć wiedzę i pomysły na rozwój wielu dyscyplin. Wiedzieć, jak to wszystko funkcjonuje. Wydaje mi się, że teraz jestem jeszcze za młoda. Nie będę udawać wszechwiedzącej i pchać się na stołek w wieku 30 lat. Nazwisko na pewno w wielu kwestiach pomaga, ale ważniejsze są kwestie merytoryczne i doświadczenie. Foto: AFP Serena Williams i Agnieszka Radwańska po przegranym przez Polkę finale Wimbledonu z 2012 roku. W federacjach tenisowych, które są potężnymi korporacjami, jako menedżerowie pracują często byli tenisiści. Szefem ATP został niedawno Andrea Gaudenzi... Czyli ja niby w WTA? Nie mówię nie, zobaczymy, co życie przyniesie. Byli zawodowcy pracują jako agenci, konsultanci, odpowiadają w tourze za wiele ważnych obszarów. Wiedza z wewnątrz, jeśli ma się też inne kompetencje, jest bardzo cenna i na pewno może być wykorzystana. Pani znajomi i najbliżsi też sprawdzają się w innych warunkach. Marcin Matkowski był kapitanem naszego zespołu podczas ATP Cup, Mariusz Fyrstenberg będzie pełnił podobną funkcję w Pucharze Davisa, Dawid Celt jest kapitanem w Pucharze Federacji. Wiadomo, że były zawodnik wie, o co w tym biznesie chodzi. To pomaga. Jednak jeśli to pytanie miałoby też zahaczać o mnie, Dawid w roli kapitana radzi sobie doskonale. Jego doświadczenie z touru jest podobne do mojego. Dobrze zna wszystkie realia Fed Cupu. Czy podoba się pani reforma Pucharu Federacji, w którym teraz o główne trofeum podczas jednego, wielkiego turnieju będzie walczyć 12 drużyn? Trudno znaleźć złoty środek. W przeszłości zawodniczki narzekały na Fed Cup, bo jego mecze były powciskane w kalendarzu pomiędzy inne turnieje. Jedni będą teraz niezadowoleni, bo nie będzie już meczów u siebie, nie zostaną zachowane tradycja, klimat i specyficzne emocje. Jednak z drugiej strony dzięki tej reorganizacji jest większa szansa, że w rywalizacji wezmą udział największe gwiazdy, a ranga Pucharu Federacji wzrośnie. Impreza zacznie przypominać mistrzostwa świata. Rozmawiamy o bardzo odpowiedzialnych funkcjach, jakie mogłaby pani pełnić. Zawsze może pani też jednak zostać komentatorką czy ekspertem w telewizji. Przy rolach związanych z tenisem, a jednak bardziej bezpiecznych i pozwalających zachować dystans. Miałam przyjemność skomentować dwa sety podczas WTA Finals w Shenzhen. Ciekawe doświadczenie i praca, zwłaszcza gdy ma się u boku byłą zawodniczkę, bo to pozwala na głębszą rozmowę. Jeśli miałabym wybierać, to wolałabym działać w stacji anglojęzycznej. Tam jest inna mentalność komentatorska niż w Polsce. Kto wie? Może kiedyś się skuszę. Co pani ma na myśli, mówiąc o mentalności polskich komentatorów? U nas niektórzy sprawozdawcy są wszechwiedzący. Zajmują się tym osoby, które nie do końca czują grę, nie wszystko wiedzą i nie za dużo widziały. W relacjach wycieka trochę zawiści. Transmisje często są przegadane i mało w nich treści. Umówmy się, kilku komentatorów w ogóle nie powinno zasiadać przed mikrofonem. Wiadomo, mówię o jednostkach, które jednak słyszę w telewizji, a do końca się ich słuchać nie da. Niestety, to efekt tego, że tenis w Polsce trochę kuleje i to z każdej strony. Brakuje infrastruktury, trenerów z najwyższej półki, ludzi z odpowiednią wiedzą. To wszystko się ze sobą łączy. Idziemy do przodu, sytuacja się od pewnego czasu poprawia, ale do nadrobienia mamy duży dystans. Co najbardziej zapamiętała pani ze swojej kariery? Ponad rok po jej zakończeniu jest pani w stanie wskazać dwa lub trzy najważniejsze wydarzenia? Na pewno sukcesy, takie jak Masters czy finał Wimbledonu. Za mną jednak tyle lat na korcie i tyle przygód, że trudno wyjść poza te „oczywistości”. Każdy turniej, w którym podnosiłam puchar, był wyjątkowy. Zwycięstwa zawsze dawały ogromną satysfakcję, a porażki sporo nauki. Pamiętam też prawie każde wyjście na dużą arenę, choć w pewnym momencie wizyty na „centralnym” stały się codziennością, co świadczyło o ugruntowanej pozycji w czołówce. I chyba to bycie w gronie najlepszych przez dłuższy okres jest dla mnie nawet większym osiągnięciem niż pojedyncze triumfy. Sama też takie tenisistki cenię wyżej i pamiętam lepiej niż niektóre zdobywczynie szlemów, dziewczyny jednego turnieju czy jednego sezonu, które potem przepadają. Na koniec musimy zadać pytanie o stosunek do żużla. Mąż jest fanem tej dyscypliny. Wspominał, że coraz częściej ogląda pani w telewizji ligę i występy jego ulubionej drużyny Włókniarza Częstochowa, pojawiliście się też razem na zawodach Grand Prix na Stadionie Narodowym. Tenis i żużel są na przeciwnych biegunach, jeden sport bywa nazywany „białym”, drugi „czarnym”, a pani oba lubi. Dlaczego? Bo wiem o nim na pewno więcej niż kiedyś. To męska dyscyplina. W Krakowie, pamiętam, też kiedyś był obecny, lecz ja jakoś specjalnie tym nie żyłam. Do końca go nie rozumiałam. Teraz wiem trochę więcej. Prosto, w lewo, bez hamulca (śmiech). Dla mnie to absolutnie nowa sprawa. Już się delikatnie wdrożyłam, poznałam niektórych zawodników i podziwiam ich odwagę. Trzeba mieć „jaja”, żeby walczyć ramię w ramię przy tej prędkości. Dawid rzeczywiście jest zapalonym kibicem. Śledzi wszystko i wie wszystko. Ja na razie się uczę i powoli mnie to wciąga. Foto: Anna Klepaczko/FOTOPYK / Newspix Agnieszka Radwańska, Bartosz Zmarzlik i Robert Lewandowski podczas 85. Plebiscytu „PS”. Właśnie podzieliła się pani na Instagramie radosną informacją o spodziewanych narodzinach potomka. Gdyby pani dziecko w przyszłości chciałoby startować na żużlu, wydałaby pani zgodę? Nie wiem. Zawsze wychodzę z założenia, że jeśli ktoś ma swoją pasję, czymś żyje i bardzo chce się tym zajmować, to trudno mu tego zabronić. Ale z drugiej strony, pewnie bym się bała. Nie da się ukryć, że to dość niebezpieczna dyscyplina. Zdarzają się wypadki. Nawet śmiertelne. Czuła się pani zaskoczona, że żużlowiec Bartosz Zmarzlik triumfował w Plebiscycie „Przeglądu Sportowego”? Faktycznie, była to pewna niespodzianka. Myślałam, że wygra Robert Lewandowski, bo jest przedstawicielem sportu globalnego, stał się bardzo rozpoznawalny. Na pozór żużlowcowi trudno w tym względzie dorównać piłkarzowi. A jednak, jak widać, można! W takich plebiscytach wszystko zależy od kibiców. Mnie trudno porównywać przedstawicieli różnych dyscyplin, bo każda z nich ma swoją specyfikę. Futbol, podobnie jak tenis, przypomina show-biznes. Tutaj trzeba dbać o wiele rzeczy, o które inni sportowcy nie muszą się troszczyć? Oczywiście, że tak. Są takie sporty, gdzie liczy się sama rywalizacja, wynik i nic więcej. Piłkarze czy tenisiści są non stop na świeczniku. Media się nimi interesują. Wszędzie się o nich mówi, widać ich zdjęcia, więc za chwilę trzeba się uczesać, zadbać o wygląd czy biżuterię. Ale nie powiem, że dlatego ta czy ta dyscyplina jest lepsza. Podczas ostatniej Gali Mistrzów Sportu otrzymała pani Superczempiona. Jakie znaczenie ma dla pani ta statuetka? To forma docenienia za reprezentowanie kraju na arenie międzynarodowej przez wiele sezonów. Ja się z tej statuetki bardzo cieszę. Czuję się wyróżniona i doceniona, bo takie nagrody za całokształt, za wiele lat pracy, radują najbardziej. Coś takiego ma większą wartość i wymiar niż nagrody za jeden start czy jeden sezon. To wyróżnienia w skali całej historii polskiego sportu. Są przekrojowe. Czyli zgodne z moją życiową filozofią!
Agnieszka Radwańska ma za sobą ważną rocznicę. Pokazała romantyczne zdjęcie Data utworzenia: 23 lipca 2022, 14:40. Agnieszka Radwańska po zakończeniu profesjonalnej kariery spełnia się jako żona i matka. Pięć lat temu stanęła na ślubnym kobiercu z Dawidem Celtem. Z tej okazji tenisistka opublikowała w swoich mediach społecznościowych wspólne zdjęciem z mężem. Fani są nim zachwyceni i składają życzenia małżonkom. Agnieszka Radwańska Foto: Piotr Kucza / FOTOPYK Agnieszka Radwańska przez lata zachwycała kibiców światowego tenisa. "Isia" na swoim koncie ma aż 20 wygranych turniejów WTA, a do tego wystąpiła w finale Wimbledonu, czy dwóch półfinałach Australian Open. W 2012 roku wskoczyła nawet na fotel wiceliderki światowego rankingu. W trakcie trwania kariery Agnieszki Radwańskiej przez wiele lat jej sparingpartnerem oraz jednym z trenerów był Dawid Celt. Pasja do tenisa czasem przerodziła się w miłość, która trwa aż do dziś. Radwańska wyszła za Celta za mąż w 2017 roku. Ślub odbył się w Krakowie, rodzinnym mieście mistrzyni tenisa. Rok później ze względu na przeciągające się kontuzje zakończyła karierę. Na początku 2020 roku para poinformowała, że spodziewa się dziecka. Mały Jakub przeszedł na świat w sierpniu 2020 roku i jest oczkiem w głowie swoich rodziców. Agnieszka Radwańska opowiedziała o wychowaniu swojego syna. Powiedziała jedną bardzo ważną rzecz Pięć wspólnie przeżytych w małżeństwie lat określa się jako "drewnianą" rocznicę. Ten ważny dla Agnieszki Radwańskiej i Dawida Celta dzień to 22 lipca. Na zdjęciu, które opublikowała legendarna tenisistka, małżeństwo pozuje na tle łąki. Być może wykonano je w trakcie spaceru na łonie natury. W komentarzach oczywiście pojawiło się dużo gratulacji i życzeń od fanów. Radwańska vs Świątek Zobacz także Chociaż Radwańska zakończyła profesjonalną karierę, to tenisowo jest nadal bardzo aktywna. Wystartowała w turnieju legend na kortach Wimbledonu. W sobotę 23 lipca wystąpiła na imprezie "Iga Świątek i Przyjaciele dla Ukrainy", rozgrywając mecz ze swoją młodszą koleżanką. Przeczytaj więcej: Aga Radwańska pokonała Igę Świątek! Na wydarzeniu nie zabrakło gwiazd 21-letnią Igę Świątek i starszą o 12 lat Agnieszkę Radwańską łączy osoba Tomasza Wiktorowskiego, który przez wiele lat pracował z Radwańską, a teraz jest szkoleniowcem Świątek. /PW/ Agnieszka Radwańska planuje drugie dziecko? "Marzę o tym, aby Kubuś miał szybko rodzeństwo" /5 aradwanska / Instagram "Drewniana" rocznica Agnieszki Radwańskiej i Dawida Celta. /5 Aleksander Majdański / Są małżeństwem od pięciu lat. /5 Krzysztof Porębski / Pressfocus Radwańska wyszła za Celta za mąż w 2017 roku. /5 Krzysztof Porębski / Pressfocus Ślub odbył się w Krakowie, rodzinnym mieście mistrzyni tenisa. /5 -/- Agnieszka Radwańska i Dawid Celt Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem:
Wimbledonu 2013 - Agnieszki Radwańskiej & Yvonne Meusburger swoim pojedynkiem na korcie dostarczą nam niezłych wrażeń. Na razie jednak te sportowe odkładamy na bok i skupiamy się na doznaniach wzrokowych! Agnieszka Radwańska kiedyś i dziś - mocno się zmieniła!? Wimbledonu 2013-Agnieszki Radwańskiej & Yvonne Meusburgerswoim pojedynkiem na korcie dostarczą nam niezłych wrażeń. Na razie jednak te sportowe odkładamy na bok i skupiamy się na doznaniach wzrokowych!Agnieszka Radwańskakiedyś i dziś - mocno się zmieniła!? Agnieszka Radwańskaposzła na imprezę dla uczestnikówWimbledonu 2013. Tenisistka miała na sobie małą czarną, a do tego pięknie wystylizowane blond włosy. Zdjęcie Agnieszki Radwańskiej w tak sexy odsłonie pojawiło się na jej Facebooku. Byliśmy pod wrażeniem! Wy chyba też? ;] Postanowiliśmy pokusić się o małe porównanie -Agnieszka Radwańska- kiedyś i dziś. Mocno się zmieniła? Zapraszamy do naszej galerii - oceńcie sami! I przy okazji przypominamy: już dziś [ pierwszy mecz w ramach turniejuWimbledon 2013-wynikzaważy o przyszłościAgnieszki Radwańskiejw zawodach. Trzymamy zatem kciuki!
Gdy w listopadzie 2018 roku zakończyła karierę, miała nadzieję na odpoczynek. Wiele lat na korcie sprawiło, że najsłynniejsza polska tenisistka miała już dość. Niedoleczone kontuzje coraz bardziej dawały jej się we znaki. W wywiadzie dla VIVY!, którego udzieliła rok temu, mówiła: „Tenis był najważniejszy i zawsze musiałam być gotowa. I tak się do tego przyzwyczaiłam, że wciąż nie mogę się pozbyć myśli: nie mogę tego zrobić, bo jutro idę na trening, nie idę, bo muszę rano wstać”. Poznali się na zawodach, dziś mają synka. Tak kochają się Agnieszka Radwańska i Dawid Celt Agnieszka Radwańska zostanie mamą Spotkałyśmy się po roku. Zapytałam ją czy żałuje tamtej decyzji powiedziała, że nie. I opowiedziała jak przez ten czas zmieniło się jej życie, jakie ma nowe pasje, zawodowe wyzwania, a przede wszystkim o tym, że wkrótce zostanie mamą. Wywiad z Agnieszką Radwańską: Widziałyśmy się rok temu. Czego spróbowałaś w tym czasie, na co wcześniej nie mogłaś sobie pozwolić ze względu na tenisową karierę? Pierwszy raz w życiu byłam na majówce. Pierwszy raz od osiemnastu lat pojechałam na narty. Nawet dwa razy. Nigdy wcześniej nigdzie nie poleciałam bez dziesięciu rekiet tenisowych i nie miałam czasu na zwiedzanie. Dopiero teraz mogłam sobie na to pozwolić. Zrobić sobie piesze wycieczki kilkunastokilometrowe, a nie tylko hotele i korty. Gdy jechałam na turniej tylko grałam, a potem regenerowałam się przed kolejnym meczem w pokoju hotelowym. Pierwszy raz spędziłam święta Bożego Narodzenia bez paszportu w ręku i bez spakowanej walizki obok stołu. Zazwyczaj już drugiego dnia świąt siedziałam w samolocie do Australii. Po raz pierwszy miałam czas na prowadzenie normalnego życia. Odkryłam też uroki gotowania. Wcześniej było tak, że po kilku godzinach na korcie tak mi się nogi trzęsły, że nie byłam w stanie na nich ustać. Nie było więc mowy o gotowaniu. Teraz mam czas na przyziemne, normalne rzeczy, które są dla mnie luksusem. Wzięłam udział w programie „Taniec z gwiazdami” i mogłam trochę potańczyć. Czy zakochałaś się w tańcu? Tak, ale już wcześniej, zanim zdecydowałam się na udział w programie. Poznałam tańce od zera, bo kiedy miałabym okazję nauczyć się walca wiedeńskiego czy tanga? To był bardzo intensywny czas. Teraz w moim stanie nie mogę za wiele rzeczy robić, ale tańczyć mogę. I sprawia mi to naprawdę ogromną przyjemność. Zaprzyjaźniłam się z tancerką Kasią Vu Manh i tańczę pod jej okiem. To jest taka aktywność, która bardzo mi pasuje i podczas której ciało bardzo fajnie pracuje. A przy okazji dzięki temu mogę walczyć z nawykami tenisowymi. Jakie to są nawyki? Taniec jest dokładnym przeciwieństwem tenisa jeśli chodzi o postawę. Muszę być wyprostowana, pamiętać o prostych nogach. W tenisie ciągle trzeba być pochylonym na ugiętych nogach. Nie jest mi łatwo, bo utrwalałam te nawyki przez 25 lat. Walczę z nimi i muszę się bardzo pilnować, żeby trzymać się prosto. I muszę przyznać, że jest to dla mnie duże wyzwanie. Dawid z Tobą tańczy? Chciałabym zatańczyć z nim tango, ale muszą chcieć dwie osoby (śmiech). Może kiedyś go przekonasz tak jak on przekonał Ciebie do żużla. Mam nadzieję. To mógłby być mój warunek - pójdę z tobą na żużel, jak ty pójdziesz ze mną na tańce (śmiech). Ale jeśli chodzi o żużel to jest to bardzo duża pasja mojego męża, bo on pochodzi z Częstochowy, a to miasto żyje żużlem. Wie wszystko na temat tego sportu, ogląda wszystko i kibicuje tak naprawdę od małego. A dla mnie to była zupełna nowość. Powoli go poznaję, spotykam zawodników, jak ostatnio podczas Balu Mistrzów Sportu. Byłam na kilku zawodach Grand Prix. Ten sport zupełnie inaczej wygląda na żywo niż w telewizji. Zaczynam się wdrażać. Będziesz zagorzałą fanką? Myślę, że tak. Właściwie już jestem. Zresztą bardzo kibicuję Bartkowi Zmarzlikowi, który został sportowcem roku. Poznaliśmy się podczas charytatywnego meczu organizowanego przez Kubę Błaszczykowskiego „Świąteczne granie z Kubą” i byliśmy razem w drużynie. Lubię brać udział w takich inicjatywach i poznawać nowe osoby właśnie w takich nieoficjalnych okolicznościach. Jak się czujesz w ciąży? Bywało różnie, jak to na początku. Ale teraz odżyłam. Oprócz tańca ćwiczysz, żeby cały czas być w formie? Troszkę gram w tenisa, ale bardzo spokojnie. I jeszcze pewnie parę razy wyjdę na kort. Ze dwa lata temu jedna z zawodniczek brała udział w turniejach do szóstego miesiąca ciąży, ale uważam, że to przesada. Zawsze byłam fanką rolek i roweru i z tym akurat muszę się niestety pożegnać na te kilka miesięcy. Dmucham na zimne. Będziecie mieli córeczkę czy synka? Jeszcze nie wiemy. A rozmyślacie już nad imionami? (śmiech) Wszyscy o to pytają. Będziemy się nad tym zastanawiać później. A że termin porodu mam w wakacje, to mamy jeszcze dużo czasu na myślenie. Cieszę się, że urodzę w lecie. Będę miała mniej ubierania, gdy będę wychodzić na spacery. W przyszłości będziesz mogła robić urodzinowe przyjęcia w ogrodzie. Bardzo dobra uwaga (śmiech). O tym aspekcie jeszcze nie pomyślałam. I mi też będzie się łatwiej ubierać jak już brzuszek mi się powiększy. Czyli rodzenie dzieci latem ma więcej zalet niż wad. Ciąża to zresztą nie powód, żeby się zaniedbać. Nadal mam zamiar dbać o siebie i prowadzić w miarę możliwości aktywny tryb życia. Bardzo dbam o siebie pod kątem zdrowotnym, żywieniowym. Dlatego zdecydowałaś się zostać ambasadorką marki Wasa? Też, choć jak padła ta propozycja nie wiedziałam jeszcze, że jestem w ciąży. A ta marka jest mi bardzo dobrze znana. Od lat zawsze mam w domu to pieczywo. I jestem jego wielką fanką. Jadam i na słono i na słodko, chociaż teraz bardziej pociągają mnie słone smaki. Bardzo lubię z dżemami robionymi przez moją babcię. Dlatego bardzo cieszę się na tę współpracę. A jeśli chodzi o ciążę i prowadzenie od strony zdrowotnej to korzystam z pomocy specjalistów z Vimedu. Chodzę tam od lat. Wcześniej leczono tam moje kontuzje i stawiano mnie na nogi, żebym mogła wziąć udział w kolejnych zawodach. Tam przechodziłam detoxy, co się również zalicza do przygotowania do ciąży. Szczególnie detoxy dobrze mi zrobiły - po tylu latach ciężkiej harówy, podróżach, zmianach stref czasowych i jedzenia nie wiadomo czego, bo przecież nie jeździłam z własną lodówką, dzięki temu udało mi się postawić swój organizm do pionu. Dbam oczywiście o to, żeby zdrowo się odżywiać, żeby dobrze się czuć. Wiadomo, że zdrowie jest najważniejsze, teraz nie tylko moje, ale chcę też dobrze wyglądać. Chyba jak każda kobieta. Widzę, że wszystko masz dobrze zaplanowane. Po zawieszeniu kariery faktycznie planowałam, żeby przede wszystkim odpocząć i oczyścić organizm. A że wyszło jak wyszło (śmiech)… Już teraz planowaliście z Dawidem powiększenie rodziny? Po tylu latach ciężkiej pracy, adrenaliny, stresu myślałam, że dłużej odpocznę (śmiech). Ale od samego początku bardzo chcieliśmy mieć dziecko i powoli się na to szykowałam. Jakie masz plany na najbliższą przyszłość oprócz tego, że zostaniesz mamą? Realizuję bardziej przyziemne rzeczy. Buduję dom, czeka mnie bardzo dużo roboty i nie wiem dlaczego, ale wszyscy mi współczują (śmiech). I mały remont w mieszkaniu. I mam nadzieję, że w marcu obronię pracę magisterską. To już najwyższa pora, bo potem będzie ciężko. Byłoby mi żal, gdybym nie skończyła studiów, więc walczyłam, żeby mi się to udało. A później już będę skupiać się tylko na jednym. Ciekawe, kiedy Wasze dziecko po raz pierwszy weźmie do rąk rakietę tenisową. Myślę, że szybko! Chciałabyś mieć dużą rodzinę? Tak. Marzę o tym, jak większość kobiet, które mają wspaniałego męża u boku. Życie pokaże jak będzie, ale nie chciałabym, żeby nasze dziecko było jedynakiem. Agnieszka Radwańska zostanie w tym roku mamą po raz pierwszy: Fot. Marlena Bielińska/MOVE Ojcem dziecka jest mąż tenisistki, Dawid Celt: Fot. Zuza Krajewska/LAF AM
agnieszka radwańska kiedyś i dziś